16 czerwca 2016

- rozkosze codzienności -


Wiosno trwaj - wielbimy!

Drogie Lato, prosimy -

- kontynuuj nasze bose namiętności!

...bez końca!

:-)



23 marca 2016

- mamiętnik vol.7 -



Proszę Maleńki (!),

zwolnij choć troszkę,

gdyż realnie zaczynam się obawiać, 

że nie zdążę Cię wykochać 

...takiego malutkiego ! :-*



PS ...ew. rośnij głośniej, 
bo póki co - nie wiem skąd masz nagle ponad 9kg!? ;-)


13 stycznia 2016

- mamiętnik vol.6 -
# matka synorodna



Przyznam, iż męski niemowlak, sztuk jeden, 
w rzeczy samej nie przysparza mi, póki co, 
większych trudności w obejściu. 

Obsługa jest nader nieskomplikowana i nad wyraz intuicyjna. 
Przewinąć, nakarmić i pieszczochać - to główne wymagania potomka,
co, w obiegu zamkniętym, należy powtarzać do skutku. 

I jakkolwiek mam nadzieję wychować go tak, by z tym pierwszym wkrótce radził sobie sam, to kolejne, w jego dorosłym życiu, 
należeć będą już do innej (daj Boże) Pani 
– więc tym się tak bardzo nie martwię. 

Rzecz ma się z goła inaczej, gdy pomyślę, iż nadejdzie czas, 
gdy ta oto cudowna kluseczka z brzuszkiem pełnym mleczka 
zmieni się w pryszczatego nastolatka (seriously?)!

Moje przerażenie rośnie wprost proporcjonalnie do jego codziennego wzrostu, a w głowie kołacze się nurtujące pytanie: 

...a co jeśli nie umiem być mamą chłopca? :-/

Ja – kobieta, córka matki, siostra swojej siostry, przyjaciółka sąsiadki, wnuczka babci i nawet właścicielka psa, który w całym swym męstwie był bardziej zniewieściały niż cały nasz babiniec! 

Choć całe życie obcuję z mniejszymi to większymi chłopcami, 
to jednak z czasów późniejszej podstawówki (a te przerażać mnie chyba będą najbardziej) mam wyrwę w głowie i nie pamiętam 
co się wtedy z chłopcami robi?!

Co będzie, a pewnie tak będzie, gdy ten oto 
tak pieczołowicie wynoszony i ukochany Jegomość 
będzie wiecznie na „nie”, przy każdym moim „tak”? 
Gdy słuchać będzie muzyki mocno drażniącej moje zwoje mózgowe (chlip), a ze smakiem zajadać będzie chipsy i colę (chlip, chlip), 
które pozna od szemranych koleżków ze szkoły – wystawiając moje nerwy na próbę? A gdy trzeba będzie z niemałym zapałem naudawać miłość 
do Gwiezdnych Wojen, a co grosza - zamiłowanie do gadżetów, 
za którymi (być może w wieku już zaawansowanym) nie będę nadążać? 

Albo, gdy będzie tylko tata i ich sprawy, a ja na zawsze pozostanę jego „starą”? Lub gdy nie zrozumiem jego szczylowatego języka, 
gdy poczucie humoru nam się nie zgra – i, 
co doprowadza mnie do białej gorączki – zwyczajnie się nie polubimy?

"Nosz kurdę ja cię proszę!" 

Czy to w ogóle jest możliwe? 

Na moją miłość bezsprzecznie może liczyć, zawsze – to pewne, 
ale czy przyjaźń dzięki temu mamy zapewnioną w pakiecie? 
Rozedrgało się serce matczyne w temacie, 
gdy tak widzę jak bardzo z każdym dniem jest starszy. 
Tulę się do niego, ile mogę i na zapas - z trwogą wznosząc modły, 
bym nie była dla niego taką matką, jaką opisuje John Chleese w swojej autobiografii*. 

I, paradoksalnie, przestaję się o to bać, bo w głębi serca kiełkuje nasionko nadziei, że kto, jak nie my (!?) - damy radę Synu, 
...co nie? ;-)


*John Cleese, Tak czy inaczej... 2015